Książka "Capa. Szampan i krew" Alex Kershaw
Nie tylko „Padający żołnierz”:
5 faktów z życia Roberta Capy, które kompletnie zmieniają jego historię
Robert Capa. Już samo nazwisko przywołuje obraz archetypu – odważnego, charyzmatycznego fotoreportera wojennego, który z Leiką w dłoni rzucał się w sam środek historycznych kataklizmów. Jego motto, „Jeśli twoje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, to znaczy, że nie byłeś wystarczająco blisko”, stało się dogmatem dla pokoleń fotografów. Jednak za legendą uwiecznioną na ziarnistych, poruszających kadrach z hiszpańskiej wojny domowej, D-Day czy Indochin, kryje się postać znacznie bardziej złożona, tragiczna i na wskroś ludzka.
Jak ujawnia Alex Kershaw w biografii „Capa – Szampan i krew”, człowiek, którego znamy jako Roberta Capę, był mistrzem autokreacji zbudowanym na sprzecznościach. Był hazardzistą zdolnym przepuścić w kartach fortunę i romantykiem naznaczonym przez niewyobrażalną stratę. Był uchodźcą walczącym o przetrwanie i bon vivantem, który uwielbiał szampana, szybkie samochody i piękne kobiety. Poniższy artykuł, opierając się na faktach z jego biografii, odsłania pięć zaskakujących zwrotów akcji, które rzucają zupełnie nowe światło na historię człowieka, którego pierwszym i najważniejszym dziełem nie było zdjęcie, lecz on sam – autoportret tak doskonały, że z czasem przekonał nawet swojego twórcę.
1. „Robert Capa” to mistyfikacja. Narodził się z biedy i potrzeby uznania.
Robert Capa, słynny amerykański fotograf, nigdy nie istniał. Był starannie skonstruowanym mitem, marketingowym fantomem powołanym do życia z desperacji przez młodego, pozbawionego grosza węgierskiego uchodźcę, André Friedmanna. Jak pisał jego przyjaciel, John Hersey:
„Capa, ów fotograf, któremu koledzy i rywale przypisują najznakomitsze zdjęcia drugiej wojny światowej, nie istnieje. Capa jest wymysłem”.
W Paryżu, w 1936 roku, Friedmann wraz ze swoją partnerką, Gerdą Pohorylles, wpadli na zuchwały pomysł. Stworzyli postać Roberta Capy – bogatego, utalentowanego i nieco ekscentrycznego fotografa z Ameryki. Gerda, która sama przyjęła pseudonim Taro, odgrywała rolę jego agentki. Oferowała redakcjom zdjęcia „wielkiego Capy” za 150 franków za sztukę – trzykrotność obowiązującej stawki – podczas gdy André, prawdziwy autor, pracował w ciemni. Mechanizm działał idealnie. Jak ujął to Hersey, powstała wyjątkowa symbioza: „Capa kochał się w Gerdzie, Gerda kochała się w Andre, Andre kochał się w Capie, a Capa kochał Capę”.
Ta brawurowa mistyfikacja, zrodzona z biedy i potrzeby uznania, stała się aktem założycielskim jego tożsamości. Był to pierwszy i najważniejszy akt kreacji artysty, który postanowił, że jego życie stanie się jego największym dziełem. Jednak ten starannie skonstruowany mit, stworzony przez dwoje ludzi, wkrótce miał zostać wystawiony na najcięższą próbę – zderzenie z brutalną, nieinscenizowaną rzeczywistością wojny, która zabrała mu jego współautorkę.
2. Jego największa miłość zginęła tragicznie, a on do końca życia czuł się winny.
Postacią kluczową dla stworzenia legendy Capy była Gerda Taro. Nazywana przez przyjaciół "la pequeña rubia" („mały rudy lisek”), była nie tylko muzą i partnerką biznesową, ale przede wszystkim wielką miłością jego życia i współtwórczynią mitu. To ona nadała jego życiu kierunek, pomogła mu wyjść z biedy i sama stała się utalentowaną fotoreporterką wojenną. Ich wspólna historia zakończyła się nagle i brutalnie. W lipcu 1937 roku, podczas bitwy pod Brunete w trakcie hiszpańskiej wojny domowej, Gerda Taro zginęła, zmiażdżona przez republikański czołg.
Jej śmierć była dla Capy czymś więcej niż osobistą tragedią – była unicestwieniem połowy jego nowej tożsamości. André Friedmann został sam, by samotnie odgrywać rolę, którą wymyślili we dwoje. Do końca życia obwiniał się o to, że zostawił ją samą na froncie. Jego przyjaciel, Pierre Gassmann, wspominał jego słowa pełne rozpaczy:
„Zostawiłem ją samą w niebezpieczeństwie – nigdy by nie zginęła, gdybym był przy niej. [...] Nigdy bym nie pozwolił jej stanąć na stopniu samochodu. To takie lekkomyślne. Nigdy bym na to nie pozwolił”.
Trauma po stracie Gerdy stała się psychologicznym silnikiem napędzającym resztę jego życia. Pogrążył się w cynizmie, nihilizmie i autodestrukcyjnej brawurze – ryzykowny hazard, kompulsywne romanse i śmiertelne ryzyko na polu bitwy stały się jego sposobem na życie w roli, która straciła sens. Jak wspominał Henri Cartier-Bresson, jego bliski przyjaciel, Capa „jakby okrył się całunem”. Strata Gerdy na zawsze złamała mu serce i ukształtowała jego późniejszą, brawurową kreację fotoreportera, który niczego się nie boi.
3. Najsłynniejsze zdjęcie wojenne w historii może być inscenizacją.
„Padający żołnierz” to ikona fotografii wojennej, symbol absurdalności i tragedii każdego konfliktu. Zdjęcie przedstawiające republikańskiego milicjanta w chwili trafienia kulą stało się najsłynniejszym dziełem Capy i ugruntowało jego legendę. Jednak jego autentyczność od dekad pozostaje przedmiotem gorących sporów. Czy żołnierz na zdjęciu rzeczywiście zginął, czy może po prostu potknął się, zbiegając ze wzgórza? A może cała scena była upozorowana?
Kontrowersje te nabierają nowego znaczenia w kontekście jego mistrzostwa w autokreacji. Czy potencjalna inscenizacja zdjęcia była jedynie przedłużeniem tego samego twórczego impulsu, który powołał do życia postać „Roberta Capy”? Wątpliwości podsycał sam fotograf, przedstawiając na przestrzeni lat różne, sprzeczne wersje wydarzeń. Nawet jego biografowie, jak francuski dokumentalista Patrick Jeudy, wskazują na niejasności i sugerują, że kadr mógł być wynikiem przypadku lub świadomej reżyserii. Paradoksalnie, sam Capa w wywiadzie radiowym z 1937 roku, odnosząc się do swojej pracy w Hiszpanii, powiedział:
„Żeby robić zdjęcia w Hiszpanii, nie trzeba żadnych sztuczek. [...] Prawda jest najlepszym obrazem i najlepszą propagandą.”
Niezależnie od prawdy, zdjęcie zaczęło żyć własnym życiem, stając się uniwersalnym symbolem. Spór wokół „Padającego żołnierza” dobitnie pokazuje, jak cienka jest granica między dokumentem a mitem – granica, na której Robert Capa, artysta i mistyfikator, poruszał się przez całe życie.
4. Kultowe zdjęcia z D-Day to tylko resztki. Prawie cały materiał został zniszczony przez błąd w ciemni.
6 czerwca 1944 roku Robert Capa dokonał jednego z najodważniejszych czynów w historii fotoreportażu. Jako jedyny fotograf wylądował z pierwszą falą amerykańskich wojsk na plaży Omaha, najbardziej krwawym odcinku lądowania w Normandii. W ogniu niemieckich karabinów maszynowych, sparaliżowany strachem, zdołał zrobić cztery rolki filmu, po czym uciekł z plaży na pokładzie barki sanitarnej.
Jednak w tej historii to nie Capa miał ostatnie słowo. Gdy rolki dotarły do londyńskiego biura magazynu „Life”, młody asystent w ciemni, Dennis Banks, w pośpiechu ustawił zbyt wysoką temperaturę w suszarce. Emulsja na trzech z czterech rolek filmu dosłownie się roztopiła, bezpowrotnie niszcząc bezcenne kadry. Ocalało zaledwie jedenaście ujęć. To właśnie te poruszone, ziarniste i „nieostre” fotografie, naznaczone dramatyzmem chwili i tragicznym błędem, stały się ikonicznym zapisem D-Day. Los zadrwił z mistrza autokreacji – mit zdjęć z D-Day został, ironicznie, udoskonalony nie przez niego, lecz przez przypadek. Wypadek w ciemni stworzył estetykę surowej autentyczności, której Capa nigdy nie mógłby zaplanować, a która na zawsze zdefiniowała wizualne wyobrażenie inwazji.
5. Zginął w Indochinach, relacjonując wojnę, której nigdy nie chciał fotografować.
Po II wojnie światowej Robert Capa przeżywał głęboki kryzys. Czuł się wypalony, a rola fotoreportera wojennego przestała go pociągać. Mówił, że „z wojną jest jak ze starzejącą się aktorką. Jest coraz mniej fotogeniczna, za to coraz bardziej niebezpieczna”. Odmówił wyjazdu do Korei, czując, że ten rozdział jego życia jest już zamknięty. Wydawało się, że chce wreszcie uciec od postaci, którą tak długo odgrywał.
Jednak w 1954 roku, podczas pobytu w Japonii, borykając się z problemami finansowymi, przyjął propozycję od magazynu „Life”: miesięczne zastępstwo za innego fotografa w Indochinach. Tuż przed wylotem rozmawiał z reporterem Howardem Sochurkiem, któremu wyznał:
„Wielokrotnie powtarzał: «To jedyna wojna, jakiej nie relacjonowałem i jakiej nigdy nie chciałem relacjonować».”
25 maja 1954 roku, podczas patrolu z francuskimi żołnierzami, zszedł z drogi, by zrobić lepsze ujęcie. Wszedł na minę przeciwpiechotną. Zginął na miejscu, z aparatem w dłoni, polując na obraz, który mógłby ostatecznie uwolnić go od obowiązku bycia Robertem Capą. Jego życie zakończyło się w sposób tragicznie ironiczny – na wojnie, której unikał, co stanowiło gorzkie zwieńczenie losu człowieka, który całe życie uciekał przed wojną i jednocześnie nie potrafił bez niej żyć.
Zakończenie
André Friedmann, alias Robert Capa, był ucieleśnieniem mitu, który sam stworzył, ale jednocześnie człowiekiem naznaczonym przez traumę, stratę i nieustanną ucieczkę. Jego historia to opowieść o brawurze i strachu, o miłości przerwanej przez śmierć, o mistyfikacji, która stała się prawdą, i o talencie, który zrodził się z chaosu XX wieku. Prawdziwa biografia Capy jest znacznie bardziej ludzka i tragiczna niż jego publiczna legenda.
Historia Capy zmusza nas do pytania: czy siła jego legendy – i jego zdjęć – leży w uchwyceniu prawdy, czy w doskonałości mitu, który sam stworzył? I czy w brutalnym teatrze XX wieku, bycie naocznym świadkiem historii nie wymagało czasem od artysty, by najpierw stał się swoim własnym, najdoskonalszym dziełem fikcji?
Ludzie, którzy stworzyli Capę: kluczowe postacie w życiu fotografa
Robert Capa był legendarnym fotoreporterem, którego życie i twórczość były nierozerwalnie związane z ludźmi, którzy go otaczali. Od namiętnej miłości, która pomogła stworzyć jego tożsamość, po przyjaźnie, które zdefiniowały jego karierę, relacje te były fundamentem jego osobistej i zawodowej podróży. Ten dokument przybliża sylwetki czterech kluczowych postaci, aby pokazać, jak ukształtowały one człowieka, który stał się ikoną XX wieku.
1. Gerda Taro: miłość i współtwórczyni legendy
1.1. Iskra w Paryżu i narodziny legendy
Andre Friedmann, młody węgierski uchodźca w Paryżu, był obdarzony wielkim potencjałem, ale brakowało mu dyscypliny i kierunku. Wszystko zmieniło się w 1934 roku, gdy otrzymał zlecenie na zdjęcia reklamowe dla szwajcarskiej firmy ubezpieczeniowej. W parku na Montparnasse spotkał swoją modelkę, szwajcarską uciekinierkę Ruth Cerf, która dla bezpieczeństwa przyszła w towarzystwie przyjaciółki – Gerdy Pohorylles. Pełna werwy rudowłosa dziewczyna z Niemiec, również uciekająca przed faszyzmem, dostrzegła w nieokrzesanym fotografie iskrę talentu i pomogła mu nadać życiu strukturę. Jak wspominała ich wspólna przyjaciółka Eva Besnyö: „Bez Gerdy Andre mógłby nie dać sobie rady”. Wspólnie stworzyli nową, potężną tożsamość, która miała odmienić świat fotografii.
- Wymyślenie persony: zdecydowali się stworzyć postać „bogatego, znanego, utalentowanego (oraz wymyślonego) amerykańskiego fotografa, Roberta Capę”. Ta fikcyjna persona miała otworzyć im drzwi do redakcji, które niechętnie zatrudniały nieznanych emigrantów.
- Nowe nazwiska: w ramach tej marketingowej strategii Andre Friedmann stał się Robertem Capą, a Gerda Pohorylles – Gerdą Taro. Nazwisko „Taro” było inspirowane popularnym japońskim artystą, było zwięzłe i chwytliwe, podobnie jak „Capa”.
- Podział ról: stworzyli trójosobową „instytucję”. Gerda pełniła rolę przedstawiciela handlowego i sekretarki, Andre pracował w ciemni, a oboje formalnie byli zatrudnieni przez nieistniejącego Capę, co pozwalało im sprzedawać zdjęcia za podwójną, a czasem i potrójną stawkę.
1.2. Partnerstwo w ogniu wojny
Gdy w Hiszpanii wybuchła wojna domowa, Capa i Taro ruszyli na front, aby dokumentować walkę po stronie republikańskiej. Pracowali razem z ogromnym zaangażowaniem, jednak Gerda dążyła do wyrobienia sobie własnego nazwiska. Zmęczona tym, że jej zdjęcia często przypisywano Capie lub podpisywano „Photos: Capa et Taro”, pragnęła wyjść z jego cienia. To pragnienie niezależności oraz ideowe zaangażowanie w walkę z faszyzmem były oficjalnymi powodami odrzucenia jego oświadczyn. Jednak przyjaciółka Ruth Cerf ujawniła bardziej pragmatyczną motywację: Gerda była „poligamistką”, która jeśli w ogóle miałaby wyjść za mąż, to tylko dla finansowego bezpieczeństwa, a nie za z trudem zarabiającego fotografa bez etatu. Jej postawę najlepiej podsumowują jednak jej własne słowa:
Kiedy pomyślisz o tych wspaniałych ludziach, których znaliśmy, a którzy zostali zabici... nachodzi cię wtedy absurdalne uczucie, że jakoś nieuczciwie jest żyć dalej.
1.3. Tragedia i jej długi cień
W lipcu 1937 roku, podczas bitwy pod Brunete, Gerda Taro zginęła w tragicznych okolicznościach. W trakcie chaotycznego odwrotu została przygnieciona przez republikański czołg, którego kierowca stracił nad nim panowanie. Zmarła dzień później. Jej śmierć była dla Capy druzgocącym ciosem. Przyjaciel, Henri Cartier-Bresson, wspominał, że Capa stał się cyniczny, jeszcze bardziej oportunistyczny, a czasami wręcz nihilistyczny. Traumę pogłębiła reakcja rodziny Gerdy; jej bracia byli wściekli i po pogrzebie siostry fizycznie zaatakowali Capę, obwiniając go za jej śmierć. Strata Gerdy, „wielkiej miłości jego życia”, na zawsze złamała mu serce i stała się jednym z definiujących go wydarzeń.
Ta głęboka osobista strata zakończyła pierwszy, formacyjny etap kariery Capy. Jego dalsze losy ukształtowała jednak inna relacja, tym razem oparta na męskiej przyjaźni, profesjonalnej rywalizacji i wspólnym dążeniu do niezależności artystycznej.
2. Henri Cartier-Bresson: przyjaciel, rywal, wspólnik
2.1. Spotkanie na Montparnasse
W paryskiej kawiarni Cafe du Dóme, za pośrednictwem Davida „Chima” Seymoura, Capa poznał Henriego Cartier-Bressona. Choć obaj byli fotografami, reprezentowali dwa zupełnie różne światy. Ich kontrastujące osobowości i podejście do sztuki, opisane przez samego Cartier-Bressona, stały się siłą napędową ich przyszłej współpracy.
Cecha | Robert Capa | Henri Cartier-Bresson |
Pochodzenie | Węgierski uchodźca, niepraktykujący Żyd | Francuski haut-bourgeois z zamożnej rodziny |
Osobowość | Anarchista, poszukiwacz przygód, „gracz” | Intelektualista, człowiek wizji, bliski malarzom i pisarzom |
Fotografia | Instynkt, opowiadanie historii, bycie w centrum akcji | Kompozycja, „decydujący moment”, wizualna precyzja |
2.2. Narodziny Magnum Photos
Ich przyjaźń, scementowana wspólnymi doświadczeniami wojennymi, doprowadziła w 1947 roku do założenia agencji Magnum Photos. Była to rewolucyjna idea spółdzielni fotografów, która opierała się na kilku fundamentalnych zasadach:
- Niezależność od redakcji: Magnum miało na celu uwolnienie fotografów od dyktatu redaktorów czasopism i zapewnienie im artystycznej wolności.
- Prawa autorskie: kluczową zasadą było to, że fotografowie zachowywali pełne prawa autorskie do swoich zdjęć, co w tamtych czasach było rzadkością.
- Wspólnota: agencja działała jako spółdzielnia, w której członkowie wspierali się nawzajem, dzieląc się zleceniami i zyskami, a także dbając o swoją spuściznę.
2.3. Burzliwa współpraca
Relacja Capy i Cartier-Bressona w ramach zarządzania Magnum była skomplikowana. Capa, jako prezes i siła napędowa, często doprowadzał agencję na skraj bankructwa z powodu swojej pasji do hazardu. Było to przedłużenie jego charakteru – „gracza” odziedziczonego po ojcu – który potrzebował ryzyka i wysokich stawek, czy to na polu bitwy, czy przy pokerowym stole. Mimo to Cartier-Bresson, choć frustrowany, akceptował naturę przyjaciela. Jak sam wspominał:
Pieniądze nigdy nie stanowiły między nami problemu... on był hazardzistą, zapewniał nam pracę. Tak już miało być.
Ich burzliwa przyjaźń, oparta na wzajemnym szacunku mimo fundamentalnych różnic, stała się fundamentem jednej z najważniejszych i najbardziej wpływowych instytucji w całej historii fotografii.
Po założeniu Magnum Capa opuścił powojenną Europę, by w Ameryce nawiązać współpracę z inną wielką postacią XX wieku, tym razem ze świata literatury.
3. John Steinbeck: towarzysz powojennych poszukiwań
3.1. Od wojny do wspólnego projektu
Robert Capa i pisarz John Steinbeck poznali się w warunkach wojennych, ale ich znajomość odżyła w nowojorskim barze Hotelu Bedford, gdy obaj przeżywali osobiste i zawodowe kryzysy. Steinbeck zmagał się z rozpadem małżeństwa, a Capa, po zakończeniu wojny, czuł się zagubiony. Z tych rozmów zrodził się wspólny cel: stworzyć reportaż o Związku Radzieckim, który skupiłby się na zwykłych ludziach, a nie na politycznej retoryce „żelaznej kurtyny”.
3.2. Rosyjski dziennik: naiwność i kontrowersje
Ich wspólna podróż do ZSRR w 1947 roku zaowocowała książką A Russian Journal (Rosyjski Dziennik). Projekt ten, choć ambitny, spotkał się z licznymi problemami i kontrowersjami.
- Cel podróży: zamiar autorów był szlachetny – chcieli pokazać „prywatne życie Rosjan” i unikać wielkiej polityki, aby przełamać stereotypy zimnej wojny.
- Kontrola władz: ich podróż była jednak w pełni kontrolowana przez sowieckich agentów z agencji UOKS. Każdy krok był starannie zaplanowany, a stopień inwigilacji ilustruje fakt, że nawet podróżując między pobliskimi miastami, musieli zawsze wracać samolotem przez Moskwę, co pozwalało agentom jeszcze lepiej ich śledzić.
- Odbiór dzieła: książka spotkała się z ostrą krytyką. Zarzucano jej powierzchowność i naiwność. Jurij Szerech, ukraiński pisarz, gorzko skomentował ich relację, pisząc:
Ostatecznie projekt okazał się wielkim rozczarowaniem i, jak oceniają biografowie, wyznaczył „najniższy punkt w karierze Capy”.
3.3. Nieudany biznes i koniec współpracy
Po powrocie Capa i Steinbeck podjęli kolejną próbę współpracy, zakładając firmę producencką World Video. To przedsięwzięcie również zakończyło się niepowodzeniem. Ich relacja była przykładem nieudanych prób odnalezienia się dwóch mistrzów swoich wojennych rzemiosł – visceralnej fotografii i społeczno-realistycznej powieści – w nowej, chłodniejszej i moralnie bardziej niejednoznacznej epoce zimnej wojny.
Kontrastem dla tej pełnej rozczarowań współpracy był olśniewający romans, który był dla Capy ucieczką w świat hollywoodzkiego blichtru i próbą odnalezienia się w życiu bez wojny.
4. Ingrid Bergman: Hollywoodzki romans i ucieczka od wojny
4.1. Spotkanie w wyzwolonym Paryżu
W czerwcu 1945 roku w Hotelu Ritz w wyzwolonym Paryżu Robert Capa poznał Ingrid Bergman, największą wówczas gwiazdę Hollywood. Razem z pisarzem Irwinem Shawem, obaj już nieźle wstawieni, wysłali jej dowcipny list-zaproszenie. Ku ich zaskoczeniu, aktorka przyjęła zaproszenie.
Do liściku, który jest jednocześnie zaproszeniem na obiad dzisiaj wieczorem, zamierzaliśmy dołączyć kwiaty – po krótkiej naradzie zdaliśmy sobie jednak sprawę, że stać nas albo na kwiaty, albo na obiad... Zagłosowaliśmy i obiad przeszedł niewielką większością głosów.
Dla Capy, świeżo po zakończeniu wojny, romans z olśniewającą aktorką był wejściem w zupełnie inny świat, daleki od okopów i zniszczonych miast.
4.2. Miłość w cieniu sławy
Ich namiętny, lecz skomplikowany romans rozgrywał się między Paryżem a Hollywood. Musieli ukrywać swój związek przed mężem Bergman, Petterem Lindstromem, oraz wścibskimi mediami. Ich relację naznaczały fundamentalne konflikty, które ostatecznie doprowadziły do jej rozpadu.
- Starcie światów: nieokiełznany, ryzykowny i pełen improwizacji styl życia Capy kłócił się z ustrukturyzowanym, podporządkowanym karierze światem Bergman. Jego skłonność do hazardu, będąca częścią osobowości wiecznie poszukującej ryzyka, była dla niej niezrozumiała.
- Krytyka Capy: Capa uważał, że Bergman jest traktowana jak „fabryka” i „instytucja”, a nie człowiek. Zarzucał jej, że boi się żyć i nie czerpie z życia radości, poświęcając wszystko dla kariery.
- Brak zobowiązań: związek rozpadł się, ponieważ Capa nie potrafił ustatkować się w spokojnym, domowym życiu, które postrzegał jako pułapkę, gorszą od śmierci. Bergman z kolei nie chciała ryzykować swojej kariery i stabilnego życia dla niepewnej przyszłości z fotografem.
4.3. Koniec romansu
Ich ostatnie spotkanie miało miejsce w Sun Valley w Idaho. Romans z Ingrid Bergman symbolizował powojenny rozdział w życiu Capy – próbę odnalezienia się w świecie bez wojny, pełnym blichtru i sławy, która ostatecznie okazała się dla niego równie niemożliwa do udźwignięcia, jak stały związek. Mimo że ich drogi się rozeszły, ich historia pozostała świadectwem zderzenia dwóch światów i poszukiwania normalności po latach globalnego konfliktu.
Zakończenie
Każda z tych czterech postaci – Gerda Taro, Henri Cartier-Bresson, John Steinbeck i Ingrid Bergman – wydobyła z Capy inne cechy i wpłynęła na inny etap jego życia. Gerda pomogła mu stworzyć samego siebie, Cartier-Bresson zbudował z nim instytucję, Steinbeck towarzyszył mu w powojennych rozczarowaniach, a Bergman była ucieczką w świat, który ostatecznie nie był dla niego. Ich historie, nierozerwalnie splecione z jego biografią, pozwalają zobaczyć pełniejszy obraz człowieka, który był nie tylko świadkiem historii, ale także jej aktywnym, pełnym pasji uczestnikiem.



Komentarze
Prześlij komentarz